23/03/2022 (aktualizacja: 20/04/2026)
Historia jednego fascynatora
Mój fascynator został wykonany na specjalną okazję, którą był konkurs imienia Kariny Maćkowiak. Naszej koleżanki po fachu, kolorowej, przyjacielskiej, życzliwej wszystkim dziewczyny o wyrazistym stylu noszącej we włosach kolorowe chustki. Karina była naszym kolorowym florystycznym ptakiem. Lubiła nie tylko kolorowe chustki, kwiaty i spinki wplatane we włosy, ale także barwne i odważne zestawienia kolorystyczne garderoby. Jej styl odzwierciedlał jej podejście do życia i ludzi.
Dziś opowiem Wam o moim fascynatorze, jednak zanim to zrobię, to przybliżę trochę historię tego rodzaju dekoracji głowy.

Fascynator – skąd się wziął?
Kobiety zawsze chciały wyglądać pięknie, intrygować i kusić. Korony, diademy, kapelusze, to wszystko po to by się podobać, pokazać status czy podążać za modą. Pierwsze nakrycia przypominające dzisiejsze fascynatory zaczęto nakładać na włosy w okresie baroku. Prekursorką lekkich, pierzastych ozdób była królowa Francji Maria Antonina, która uwielbiała zwłaszcza strusie pióra. Ale to w dziewiętnastym wieku kobiety porzuciły ekstrawaganckie kapelusze na rzecz toczków i fascynatorów. Samo słowo fascynator, w znaczeniu alternatywnego dla kapelusza nakrycia głowy, pojawiło się w polskim słowniku niedawno i przywędrowało jako tłumaczenie angielskiego „fascinator”. Ponieważ to Wielka Brytania jest kolebką mody tego rodzaju dekoracji. Wyścigi w Ascot to rewia toczków, kapeluszy i właśnie fascynatorów. We florystyce coraz częściej mamy do czynienia z fascynatorem, nie tylko jako elementem pokazowym. Śluby, gale, eventy są okazją by założyć ten oryginalny element dopełniający starannie dobraną stylizację.
Jak powstał mój fascynator?
Przyszedł czas na kilka słów o tym ze zdjęć. Do wykonania konstrukcji użyłam taśm osikowych, które od kilku lat mnie inspirują. To materiał naturalny i ekologiczny, jednocześnie przez swoją elastyczność daje ogromne możliwości konstrukcyjne. Konstrukcję pomalowałam na pożądany kolor i uzupełniłam suszoną craspedią, preparowanymi liśćmi magnolii. Całości dopełniły żywe kwiaty: lisiantus, muscari, pojedyncze kwiaty hiacynta, rhipsalis, hypericum. Jak przystało na florystkę nie mam jednej ulubionej rośliny, wszystkie mnie fascynują a niejednokrotnie stanowią wyzwanie. Podejmuję się pracy z każdą, nawet „trudną” roślinką.


Jak to zwykle bywa, konstrukcje i stelaże często w razie potrzeby otrzymują drugą, trzecią i kolejną szansę. Tak też było i w tym wypadku. Grupa młodych zapaleńców fotograficznych, poszukiwaczy doskonałego kadru, spotkała się by inspirować się wzajemnie. A skąd w tym wszystkim ja ? Ruda dziewczyna ze zdjęcia to moja kuzynka i to ona jest łącznikiem w tym wspólnym przedsięwzięciu. Niejednokrotnie robiłam dla niej dekoracje, bukiety czy jakieś drobne akcesoria do sesji. Tym razem okazało się, że jeden z fotografów stwierdził że żal nie skorzystać z możliwości współpracy takiej ekipy. Każde z nas kocha to co robi i szuka wciąż nowych form wyrazu. No i cóż, mam nadzieję, że będzie tego więcej!




