So-nice, czyli jak przyciągnąć tłumy do stoiska na targach ślubnych

01/02/2017 (aktualizacja: 13/04/2026)

Podjęłam decyzję. To znaczy podjęłam ją w zeszłym roku. Wprowadzam nową markę, markę ślubną.
Decyzja nie była łatwa, ale po wielu rozmowach, między innymi podczas warsztatów w Szczecinie, uznałam, że zdecydowanie muszę to zrobić.

Tra ta ta ta, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale udało się i to w zamierzonym czasie, czyli na Targi Ślubne w Poznaniu, które odbyły się 15. 01. 2017.

Przyznam, że to były pierwsze moje targi i długo się zastanawiałam nad tym, co tu zrobić by wyróżnić się z tego tłumu wystawców. Zdecydowałam się wprowadzić to, o czym zawsze marzyłam: parawany z mchu. W przyszłości mają też służyć jako tło dla młodej pary. Muszę przyznać, że 10 m2 mchu zrobiło wrażenie i pozwoliło mi wyróżnić się tłumu.

 


Podpowiem Wam kilka zasad, o których myślę budując swoje stoisko targowe. Oczywiście nie musicie się z tym zgadzać, może się też okazać, że sama zmienię zdanie za kilka lat, ale… Na dzień dzisiejszy wygląda to tak:

Spójność stoiska – pamiętajcie, że nie da się pokazać wszystkiego na kilku metrach, przeładowanie stoisk to moim zdaniem duży błąd.
Nie robić barier, tzn. odpuściłam ladę na stoisku, żadnej ściany między nami a zwiedzającymi targi.
Być jak klienci, czyli nie było pięknych błyszczących szpilek i balowych sukien, ale proste ubrania i trampki (na obcasie).
Nawiązanie dobrego kontaktu – to dało się uzyskać dzięki nowej formule stoiska, czyli nasza „Przymierzalnia bukietów ślubnych”.
Bardzo mi zależało na tym by z ludźmi rozmawiać, a przymierzalnia bukietów dała tę możliwość – były żarty, uśmiechy, wspólne zdjęcia. Pomogło i to, że dziewczyny mogły wejść do środka stoiska i zobaczyć siebie z bukietem w lustrze.

Nie ukrywam, że przymierzalnia nie jest moim pomysłem. „Ukradłam” go za pozwoleniem Łukasza Krytkowskiego z Zielonego Kombinatu, który kilka miesięcy wcześniej, podczas naszej rozmowy nad tym projektem mówił o takim rozwiązaniu. Jak widać warto rozmawiać i wspierać się. Dziękuję Ci Łukasz, że znalazłeś też czas by przyjechać i pomóc nam.

A, zapomniałabym: mężczyzna na stoisku, który zagaduje panny młode – to był strzał w dziesiątkę. Należy dopisać jako punkt piąty 😉 Jakiekolwiek są Wasze plany, nie zapominajcie o tym by rozmawiać i szukać nowych, ciekawych alternatyw na to by zaistnieć – warto! I trzymajcie kciuki za nowy projekt.

 

 

 

Katarzyna Greta Grondkowska
Katarzyna Greta Grondkowska

Dyplomowana Mistrzyni Florystyki, właścicielka szkoły florystycznej Gretaflowers. Od wielu lat działam na rynku polskim szkoląc kolejne pokolenia. Na swojej ścieżce rozwoju florystycznego czerpałam z doświadczeń i mądrości moich nauczycieli. Andreas Faber, Gregor Lersch, Robert Miłkowski, Mariola Miklaszewska, Doreen Sider to moi przewodnicy w drodze do miejsca, w którym aktualnie jestem. Gretaflowers Szkoła Florystyczna to nie tylko szkoła, nie tylko kursy, nie tylko miejsce zdobywania wiedzy, ale także spotkanie z człowiekiem, wymiana doświadczeń, dzielenie się rozwiązaniami.