Od września tego roku, po ponad 13 latach, zlikwidowana zostaje możliwość kształcenia się na kierunku florystyka w szkołach policealnych. Ministerstwo Edukacji Narodowej tłumaczy tę decyzję tym, że jest to kierunek drogi w realizacji oraz że znaczna część słuchaczy zapisywała się na niego jedynie po zaświadczenia.
Florystyka zostaje przeniesiona do szkół branżowych I i II stopnia. Pojawia się również nowy zawód – asystent florysty, przeznaczony dla osób z orzeczeniem o niepełnosprawności.
Pracuję w tego typu szkołach od samego początku. Jestem egzaminatorem oraz recenzentem zadań egzaminacyjnych. W ubiegłym roku, na zlecenie MEN, wspólnie z innymi osobami braliśmy udział w przeglądzie obowiązującej podstawy programowej, a także w opracowaniu nowych podstaw programowych.
Być może poziom kształcenia w szkołach policealnych był różny – mogłem się o tym przekonać jako egzaminator OKE – jednak kształcenie w tych szkołach dawało osobom dorosłym możliwość zmiany zawodu lub było dla nich formą zajęć czysto relaksacyjnych. Owszem, od 2027 roku będzie można organizować kwalifikacyjne kursy zawodowe z florystyki dla osób dorosłych.
Jako właściciel kwiaciarni doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że co roku szkoły te opuszczały tysiące absolwentów, którzy bardzo rzadko podejmowali pracę w kwiaciarniach, a jeszcze rzadziej otwierali własne firmy. Jednocześnie wiele osób, które przez dwa semestry jedynie „liznęły” florystyki, zasiliło szarą strefę, co przyczyniło się do spadku liczby klientów w kwiaciarniach i negatywnie wpłynęło na rynek.
Co dalej z kształceniem w zawodzie florysta?
Moim zdaniem kształcenie florystyczne zostanie przekierowane do szkół prywatnych i płatnych. Nie wszystkie szkoły branżowe udźwigną prowadzenie tego kierunku.
Po pierwsze, decyzja o otwarciu florystyki nie należy wyłącznie do dyrektora szkoły – wymaga zgody organu prowadzącego oraz pozytywnej opinii WUP.
Po drugie, koszty prowadzenia tego kierunku są bardzo wysokie, a w obecnych czasach oszczędności mają ogromne znaczenie.
Po trzecie, mamy do czynienia z niżem demograficznym.
Po czwarte, pozostaje pytanie, czy wśród absolwentów szkół podstawowych pojawi się realna chęć kształcenia się w zawodzie florysty.
Po piąte, kierunek ten będą mogły prowadzić jedynie szkoły branżowe o profilu ogrodniczym, rolniczym oraz centra branżowe.
Po szóste, pojawia się kwestia kadry – kto będzie uczył w tych szkołach i czy będzie je stać na zatrudnienie fachowców, czy raczej dojdzie do „łatania etatów”.
Powstanie kształcenia w zawodzie asystent florysty dla osób z orzeczeniem również nie jest, moim zdaniem, dobrym rozwiązaniem. Sugerowanie się tym, że podobne kształcenie funkcjonuje w ogrodnictwie (pomocnik ogrodnika), jest błędne. W ogrodzie lub na terenach zielonych pomoc ogrodnikowi jest potrzebna przez niemal cały rok – we florystyce raczej nie.
Szkoda, że proces kształcenia w zawodzie florysta znika ze szkół policealnych, ale jak wszystko – skoro coś ma swój początek, musi mieć też swój koniec.