
Polska na światowej mapie handlu kwiatami. Jak zmienia się rynek, z którego kupują polskie kwiaciarnie?
Polski rynek kwiatów coraz mocniej wpisuje się w globalny handel. Rośnie import, zmieniają się kierunki dostaw, rozwijają się webshopy i nowe modele dystrybucji, a ten sam kwiat może dziś trafić do kwiaciarni zupełnie inną drogą niż jeszcze kilka lat temu. Co te zmiany oznaczają dla polskich florystów i gdzie dziś naprawdę powstaje przewaga?
16/08/2026 (aktualizacja: 17/08/2026)
Rynek kwiatów nie działa już według jednego prostego schematu: producent – hurtownik – kwiaciarnia – klient. Kwiaty pokonują tysiące kilometrów, handel przenosi się do webshopów, importerzy rozwijają własne kanały dystrybucji, a producenci coraz częściej próbują znaleźć krótszą drogę do dużych odbiorców detalicznych. Polska jest częścią tej zmiany – i dobrze pokazują to dane dotyczące importu kwiatów ciętych.
Rynek globalny, produkt coraz mniej lokalny
Współczesny handel kwiatami opiera się na pewnym paradoksie. Sam kwiat pozostaje produktem wyjątkowo nietrwałym, ale system jego produkcji i dystrybucji stał się globalny. Produkcja pod osłonami, transport lotniczy, chłodnie i rozwinięta logistyka sprawiły, że sezon i miejsce produkcji znacznie mniej niż kiedyś ograniczają dostępność asortymentu.
Raport OBS Business School dotyczący przyszłości branży florystycznej zwraca uwagę, że kwiat przeszedł drogę od produktu mocno związanego z sezonem i lokalną produkcją do towaru dostępnego praktycznie przez cały rok. Jednocześnie ta globalizacja zwiększyła zależność branży od skomplikowanego łańcucha dostaw oraz od kosztów transportu, energii i logistyki.
Podobny kierunek zmian pokazuje Royal FloraHolland, wskazując cyfryzację, logistykę i zrównoważony rozwój jako jedne z najważniejszych obszarów transformacji europejskiego rynku florystycznego.
Dla polskiej kwiaciarni oznacza to przede wszystkim większą liczbę możliwości zaopatrzenia. Rozwój webshopów, handlu cyfrowego i nowych modeli importu sprawił, że zakup nie musi już ograniczać się do lokalnej hurtowni czy giełdy. Kwiaty z tych samych krajów producenckich mogą docierać na polski rynek różnymi drogami i przez różnych uczestników łańcucha.
Polska importuje coraz więcej kwiatów
Skalę tej zmiany dobrze pokazują statystyki handlowe.
Według danych World Bank WITS / UN Comtrade w 2021 roku Polska importowała świeże kwiaty cięte i pąki o wartości około 170 mln dolarów, w ilości 28,2 tys. ton. W 2024 roku wartość importu wyniosła już około 238 mln dolarów, a jego masa 38,5 tys. ton.
Oznacza to wzrost wartości o około 40 proc. i wolumenu o blisko 37 proc. w ciągu trzech lat.
Nie należy jednak utożsamiać wzrostu wartości importu ze wzrostem konsumpcji w tej samej skali. Na wartość wpływają również ceny kwiatów, koszty transportu, kursy walut oraz zmiany w strukturze kupowanego asortymentu. Znaczący wzrost samego wolumenu pokazuje jednak, że przez polski rynek przepływa wyraźnie więcej importowanych kwiatów niż jeszcze kilka lat wcześniej.
Polska w liczbach
W 2024 roku Polska zaimportowała około 38,5 tys. ton świeżych kwiatów ciętych i pąków o wartości 238 mln dolarów.
Najważniejszymi partnerami handlowymi były:
- Holandia – ok. 176,1 mln USD,
- Kolumbia – ok. 28,7 mln USD,
- Kenia – ok. 10,3 mln USD,
- Ekwador – ok. 9,6 mln USD,
- Etiopia – ok. 3,8 mln USD.
Źródło: World Bank WITS / UN Comtrade, 2024, pozycja „fresh cut flowers and buds”.
Holandia nadal dominuje, ale struktura importu się zmienia
Holandia pozostaje zdecydowanie najważniejszym partnerem polskiego rynku kwiatów ciętych. W 2024 roku odpowiadała za około 74 proc. wartości polskiego importu w analizowanej kategorii.
Warto jednak spojrzeć na zmianę w czasie. W 2021 roku udział Holandii wynosił około 82 proc. Jednocześnie znacznie mniejsze niż obecnie było znaczenie największych pozaeuropejskich krajów producenckich.
Wartość importu z Kolumbii wzrosła z około 12,3 mln dolarów w 2021 roku do 28,7 mln w 2024 roku. W przypadku Ekwadoru było to odpowiednio około 2,5 mln i 9,6 mln dolarów. Szczególnie mocno zmieniła się pozycja Kenii – z około 123 tys. dolarów w 2021 roku do ponad 10 mln dolarów trzy lata później.
Nie oznacza to, że polski rynek nagle „omija Holandię”. Statystyki handlowe nie pokazują całej fizycznej drogi konkretnej partii kwiatów i nie pozwalają odtworzyć wszystkich zależności logistycznych. Pokazują jednak wyraźnie, że struktura polskiego zaopatrzenia staje się bardziej zróżnicowana, a znaczenie dużych krajów producenckich rośnie.
Ten sam kwiat może przyjechać inną drogą
Zmienia się bowiem nie tylko geografia produkcji. Zmienia się również organizacja handlu.
Obok tradycyjnych hurtowni i giełd funkcjonują dziś równolegle webshopy, wyspecjalizowani importerzy, platformy cyfrowe, bezpośrednie relacje z producentami oraz systemy obsługujące duże sieci detaliczne.
W praktyce oznacza to coraz większą liczbę modeli:
- zakup przez tradycyjną hurtownię lub giełdę,
- dostęp do szerokiej oferty producentów poprzez webshop,
- import specjalistyczny z Afryki lub Ameryki Południowej,
- cyfrowe zamówienia połączone bezpośrednio z logistyką,
- produkcję przygotowaną od początku pod potrzeby dużych sieci i platform sprzedażowych.
Royal FloraHolland opisuje już modele cyfrowego handlu, które pozwalają skracać drogę pomiędzy producentem a odbiorcą i ograniczać część tradycyjnych operacji pośrednich.
Jeszcze dalej ten proces rozwija się w Kolumbii, gdzie oprócz pojedynczych gatunków i odmian eksportowane są również gotowe bukiety przeznaczone dla dużych odbiorców detalicznych. Raport OBS wskazuje ten kierunek jako przykład przesuwania części przygotowania produktu bliżej miejsca produkcji.
To istotna zmiana dla całego rynku. Producent nie musi już pełnić wyłącznie roli dostawcy surowca, a kwiaciarnia nie jest jedynym miejscem, w którym z kwiatów powstaje gotowy produkt przeznaczony dla klienta.
Dostęp do kwiatów przestaje być wystarczającą przewagą
Większa liczba kanałów zaopatrzenia daje kwiaciarniom możliwości, których wcześniej nie miały. Jednocześnie sprawia, że sam dostęp do szerokiego asortymentu coraz trudniej traktować jako przewagę konkurencyjną.
Nie oznacza to oczywiście, że źródło zakupu przestaje mieć znaczenie. Przy produkcie tak nietrwałym nadal kluczowe są jakość partii, droga transportu, termin dostawy, sposób przygotowania kwiatów, możliwość reklamacji czy przewidywalność dostawcy.
Zmienia się jednak miejsce, w którym powstaje przewaga. Coraz częściej będzie nią nie samo posiadanie dostępu do produktu, lecz umiejętność dokonania właściwego wyboru.
Dla kwiaciarni oznacza to między innymi:
- wybór odpowiedniego źródła do konkretnego zamówienia,
- ocenę jakości w relacji do ceny i przewidywanej trwałości,
- kontrolę strat i rotacji asortymentu,
- szybkie reagowanie na dostępność oraz zmiany cen,
- wykorzystanie kupionego materiału w sposób, który zwiększa jego wartość dla klienta.
Polska coraz wyraźniej staje się częścią globalnego, cyfrowego i wielokanałowego rynku kwiatów. Większa dostępność produktu nie oznacza jednak automatycznie łatwiejszego prowadzenia kwiaciarni. Im więcej źródeł, modeli sprzedaży i uczestników rynku, tym większe znaczenie ma decyzja co, gdzie, za ile i po co kupić.
Pozostaje też drugie pytanie. Skoro przez rynek przepływa coraz więcej kwiatów i rośnie jego wartość, kto rzeczywiście korzysta na tym wzroście? To temat na osobną analizę.
Źródła
- OBS Business School, Lucía Somalo, Claudia Núñez, El Valor Estratégico de la Inutilidad Útil: Analizando el Futuro de la Industria Floral (2025–2030), 2026.
- World Bank WITS / UN Comtrade, dane dotyczące polskiego importu świeżych kwiatów ciętych i pąków, 2021.
- World Bank WITS / UN Comtrade, dane dotyczące polskiego importu świeżych kwiatów ciętych i pąków, 2024.
- Royal FloraHolland, Trend Report Floriculture.
- Royal FloraHolland, materiały dotyczące cyfryzacji międzynarodowego handlu i skracania łańcucha dostaw.



