
Florystyka funeralna na Studiach Podyplomowych UR. Hubert Lamański: „Jest tu jeszcze bardzo dużo do pokazania”
Gotowa kompozycja pokazuje efekt. Nie pokazuje jednak techniki, kolejnych decyzji, korekt ani momentu, w którym florysta uznaje, że forma jest już skończona. A właśnie tych elementów trzeba się nauczyć, zanim zacznie się swobodnie szukać własnego stylu.
15/09/2026 (aktualizacja: 15/09/2026)
Podczas jednego z ostatnich zjazdów Studiów Podyplomowych Florystyka na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie uczestnicy pracowali z mistrzem florystyki Hubertem Lamańskim. Tematem była florystyka funeralna – od klasycznych form pogrzebowych po bardziej współczesne kompozycje przygotowywane z myślą o dekoracji grobów.
Najpierw trzeba znać podstawy
– Florystyka funeralna jest podstawową częścią florystyki, szczególnie w Polsce. W klasycznej kwiaciarni sprzedaż związana z pogrzebami, Wszystkimi Świętymi czy innymi okazjami tego typu nadal stanowi istotną część działalności – mówi Hubert Lamański.
Dlatego pierwszy dzień zajęć został poświęcony formom podstawowym. Uczestnicy wykonywali między innymi wiązanki pogrzebowe układane w ręku, kompozycje na florecie oraz wieńce.
Nie oznaczało to jednak pracy wyłącznie z klasycznymi rozwiązaniami.
Kolejnego dnia punkt ciężkości został przesunięty w stronę bardziej współczesnych form. Pojawiły się konstrukcje, struktury wysokie i płaskie oraz kompozycje składające się z kilku współpracujących ze sobą elementów.
– Chciałem wydobyć u uczestników chęć konstruowania i myślenia o tym, że kompozycja nie musi być jedną formą. Może składać się z dwóch, trzech, czterech czy nawet sześciu elementów – tłumaczy prowadzący.
Duża część materiału wykorzystywanego podczas zajęć pochodziła bezpośrednio z ogrodu Uniwersytetu Rolniczego. Możliwość pracy z roślinami innymi niż standardowa oferta handlowa jest jednym z elementów programu, o których w rozmowie z ForumKwiatowe.pl mówiły także prof. Bożena Pawłowska i dr hab. Bożena Szewczyk-Taranek.

Najtrudniejsze? Podjąć decyzję
Podczas warsztatów prowadzący nie tylko pokazuje technikę. Obserwuje również moment, w którym uczestnik zaczyna pracować coraz bardziej samodzielnie.
Na początku korekta potrzebna jest właściwie na każdym etapie. Z czasem jej rola powinna jednak maleć. Nie dlatego, że ktoś bardzo szybko wszystkiego się nauczył. Chodzi o to, żeby wydobyć chęć poznawania i samodzielnego myślenia: jak zbudować kompozycję, żeby miała odpowiednią proporcję, kolorystykę i formę.
Co sprawia początkującym największą trudność?
Zdaniem Huberta Lamańskiego często nie jest to sama technika, lecz podjęcie decyzji, gdzie dany element powinien się znaleźć.
– Zdecydowanie decyzyjność. Zawsze tłumaczę, że potrzeba więcej odwagi. Nawet jeżeli coś zostanie zrobione źle, decyzja została podjęta i można ją później skorygować – mówi. – W branży florystycznej bardzo wiele rzeczy robi się na czas, dlatego umiejętność szybkiego podejmowania decyzji jest niezwykle ważna.
Z doświadczeniem przychodzi też umiejętność oceny, kiedy kompozycja jest już skończona. Jak zauważa prowadzący, czasem mniej rzeczywiście znaczy więcej.

Tego klient później nie zobaczy
Patrząc na gotową wiązankę czy wieniec, można ocenić formę, kolor, proporcje i dobór materiału. Znacznie trudniej zobaczyć to, co z punktu widzenia florysty jest podstawą – technikę wykonania.
– Przy gotowej formie techniki właściwie nie widać. Ale bez odpowiedniego przygotowania kompozycja może być po prostu nietrwała. Coś może się przesunąć czy wypaść. Dlatego technika jest bardzo ważna. – tłumaczy prowadzący.
Ma to szczególne znaczenie przy większych formach funeralnych. Gotowa realizacja musi nie tylko dobrze wyglądać, ale również wytrzymać transport, przenoszenie i warunki, w których będzie eksponowana.
Efekt wizualny jest więc końcem procesu, ale nie jego początkiem.

Czy florystyka funeralna musi być klasyczna?
W powszechnym odbiorze ta część florystyki jest mocno związana z tradycją. Zdaniem Huberta Lamańskiego nadal pozostawia jednak sporo miejsca na poszukiwania.
– Bardzo lubię prowadzić zajęcia z florystyki funeralnej, ponieważ uważam, że jest w niej jeszcze bardzo dużo do pokazania.
Prowadzący wyraźnie rozdziela przy tym dwie sytuacje.
W przypadku samej ceremonii pogrzebowej dominują formy klasyczne i – jego zdaniem – tutaj rynek będzie zmieniał się powoli. Znacznie więcej możliwości pojawia się przy kompozycjach przygotowywanych później na groby, między innymi z okazji Wszystkich Świętych.
Podczas pracy nad bardziej współczesnymi formami na zajęciach padło pytanie, dlaczego takich kompozycji nie widuje się częściej na cmentarzach.
– Przede wszystkim dlatego, że ludzie ich nie widzą. Jeżeli czegoś nie widzą, nie są w stanie tego zamówić. Zaczną zamawiać, kiedy zaczniemy im takie możliwości pokazywać.
To ciekawy moment, w którym nauka techniki spotyka się z codzienną praktyką kwiaciarni. Florysta nie tylko realizuje zamówienia, ale poprzez własne propozycje może również pokazywać klientom inne możliwości.
Własny styl to również umiejętność wyboru
Po zakończeniu zajęć uczestnik nie powinien więc jedynie potrafić wykonać poprawną wiązankę czy wieniec. Powinien również umieć ocenić sytuację: kiedy zaproponować klasyczne rozwiązanie, kiedy można pozwolić sobie na inną formę, jak ją zbudować i jak uzasadnić swoje decyzje.
Hubert Lamański zwraca też uwagę na wycenę, która jego zdaniem często sprawia problem osobom na początku drogi zawodowej.
– Nasze pierwsze próby bardzo często są niedoszacowane. Dlatego uczestnicy powinni także poznać metody wyceny swojej pracy.
Umiejętność właściwej wyceny staje się więc częścią zawodowej samodzielności, podobnie jak technika, znajomość materiału czy projektowanie samej kompozycji.

Nie wystarczy zrobić. Trzeba też umieć pokazać
Hubert Lamański prowadzi na studiach również zajęcia dotyczące personal brandingu i wykorzystania własnej pracy w komunikacji.
Sam zastrzega, że nie mówi o marketingu z perspektywy teoretyka.
– Opowiadam o tym na podstawie swoich doświadczeń. Wszystko, co robimy, ma jakąś wartość i może mieć dużą wartość marketingową, jeżeli potrafimy to odpowiednio przekazać i pokazać. Nie sprzedajemy tylko samej formy. Sprzedajemy również siebie razem z tą formą.
To doświadczenie budował przez kilka lat konsekwentnej obecności w internecie. Profile Huberta Lamańskiego w mediach społecznościowych obserwuje dziś łącznie ponad 370 tys. osób, a na YouTube od około sześciu lat regularnie publikuje dłuższe materiały.
Początkowo internet miał być dla niego między innymi sposobem na promocję działalności szkoleniowej. Dość szybko zmienił jednak kierunek i postawił na inną tematykę, przede wszystkim materiały związane z ogrodnictwem. To właśnie one spotkały się z dużo większym zainteresowaniem odbiorców, a Hubert mógł oprzeć je również na swoim ponad 25-letnim doświadczeniu w tej dziedzinie.
Zapytaliśmy więc, co doradziłby florystom, którzy chcą dziś świadomie budować swoją obecność w sieci.
– Konsekwencja przede wszystkim, pomysł na to, co się pokazuje, i cierpliwość. Dobrze jest obrać własną drogę, ale czasami zejść trochę w jedną czy drugą stronę i zobaczyć, co działa lepiej – mówi.
W jego przypadku ważna okazała się regularność. Przez lata kolejne filmy pojawiały się na kanale zwykle dwa razy w tygodniu, a ich przygotowanie wymagało czasu, planowania i pracy kilku osób.
Ostatecznie to właśnie ten podwójny warsztat decyduje o przewadze na rynku: umiejętność zbudowania trwałej, przemyślanej kompozycji oraz umiejętność opowiedzenia o niej tak, żeby klient zobaczył w niej wartość, a nie tylko kwiaty. Technikę widać dopiero, gdy coś pójdzie nie tak. Markę buduje się wcześniej – tym, co florysta pokazuje, zanim klient w ogóle zdąży o coś zapytać.



