Czy kwiaciarnia w małej miejscowości ma sens? To chyba pierwsze pytanie, jakie się nasuwa gdy ktoś zastanawia się nad otwarciem firmy w takim miejscu. Przyjęło się, że duże miasto jest najlepsze do rozwijania biznesu. Nie jest to prawda. Mniejsza miejscowość może nam zapewnić doskonałe warunki do rozwoju, choćby z uwagi na brak konkurencji. Raczej trzeba się zastanowić kim są nasi potencjalni klienci i czy potrafimy zaspokoić ich potrzeby. A kwiaty są potrzebne wszędzie!

Postanowiliśmy sprawdzić jak działa kwiaciarnia, która została otwarta tuż przed pandemią właśnie w takiej mniejszej miejscowości, choć zlokalizowanej w pobliżu Warszawy. Jesteśmy w podwarszawskiej Lesznowoli i rozmawiamy z właścicielką kwiaciarni „Kwiaty Kateriny”, Katarzyną Kowieską, florystką z wieloletnim doświadczeniem w branży kwiatowej.

ForumKwiatowe.pl: Jakie były Twoje początki we florystyce?

Katarzyna Kowieska: Przyszłam pomóc siostrze, która pracowała w kwiaciarni, czyścić kwiaty przed Walentynkami. Odchorowałam to strasznie. Przez tydzień bolały mnie ręce od czyszczenia towaru, ale złapałam bakcyla. Przez pierwszy rok płakałam, bo szefowa była wymagająca, ale się sporo od niej nauczyłam. Teraz podaję jej rękę na giełdzie 🙂

W dużych miastach znajdziemy duże kwiaciarnie, a w małych miejscowościach spodziewamy się raczej kwiaciarni małych, rodzinnych, często zlokalizowanych w specjalnie w tym celu wydzielonej części domu właściciela. A jak wygląda twoja kwiaciarnia?

Moja kwiaciarnia ma około sto metrów całej powierzchni. Sama sala ekspozycyjna ma ponad 30 metrów, pozostała część to zaplecze techniczne, biuro, część socjalna. Mam też chłodnię. Nie jest to więc mała kwiaciarnia.

Katarzyna Kowieska, właścicielka „Kwiatów Kateriny” i jej pracownica, Edyta Szarpak

Masz pięknie zrobioną ekspozycję kwiatów i spory wybór kwiatów ciętych, roślin doniczkowych, dodatków. Co się u ciebie najlepiej sprzedaje?

Na pewno storczyki. To jest w ogóle szał. Białe storczyki w doniczkach schodzą w każdym tygodniu, z reguły są to storczyki dwu- lub trzypędowe. Co tydzień kupuję dwie paletki, czyli dwadzieścia sztuk storczyków.

Widać, że są piękne, okazałe i dobrze odżywione, mają wiele kwiatów. Ale storczyki w dużych marketach są dostępne w bardzo konkurencyjnych cenach. Co na to twoi klienci? Nie obawiasz się takiej konkurencji?

Nie, nie obawiam się konkurencji. Nie mam ceny „warszawskiej” czy „miejskiej”, mam cenę raczej wyważoną. Uważam, że lepiej sprzedać więcej za mniejszą cenę, niż wystawić wysoką cenę i nie sprzedać, a później wyrzucić.

Kwiaty doniczkowe są trwałe. Ktoś kupił jeden, dwa, ktoś ma już całe okno w storczykach i na tym koniec. Co jeszcze może kupić klient oprócz storczyków?

Teraz bardzo na czasie są zamiokulkasy i skrzydłokwiaty. Wiadomo, wszystko co pokażą w telewizji śniadaniowej jest modne, a ludzie oglądają telewizję śniadaniową bez względu na stację, więc to jest po prostu szał 🙂 Każdy już wie, że skrzydłokwiat oczyszcza powietrze, więc cała gmina kupuje skrzydłokwiaty. I monsterę oczywiście. Moda na monsterę trwa, więc mam ją w swojej ofercie, ale nie przesadzam z ilością. Mam ją w różnych rozmiarach, od malutkich po takie wysokie na dwa metry.

Kwiaty doniczkowe są jednym z elementów które są kupowane. A co z kwiatów ciętych?

Z kwiatów ciętych przede wszystkim goździki. Bliżej weekendu mam ich więcej, w około piętnastu kolorach, a na początku tygodnia w pięciu. Alstroemerie we wszystkich kolorach, które są możliwe. Nauczyłam klientów, przede wszystkim kupować kwiaty, które są bardzo, bardzo trwałe.

Rzeczywiście, alstroemeria potrafi przetrwać czternaście dni w wazonie.

Trzy tygodnie. Klienci mówią, że trzy tygodnie i pytają się co ja robię, że te kwiaty są takie trwałe. Dzięki temu do mnie wracają. Codziennie albo co drugi dzień jeżdżę na giełdę, więc mam zawsze świeży towar. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby mieć na przykład towar sprzed tygodnia, o nie. Tak przyzwyczaiłam moich klientów, w ciągu mojej półtorarocznej działalności, że muszę mieć zawsze świeżutkie kwiaty.

Kiedy dokładnie otworzyłaś kwiaciarnię?

W styczniu, w ubiegłym roku. Wcześniej przez czternaście lat była w tym miejscu inna kwiaciarnia.

Czyli przejęłaś klientów po tej poprzedniej firmie?

Tak, ale ci klienci, których przejęłam stanowią może 50% wszystkich moich obecnych klientów. Pozostali to ci, których pozyskałam oraz ci, których przez lata obsługiwałam pracując w kwiaciarni lub na własną rękę, usługowo. Przyjeżdżają do mnie specjalnie z Warszawy. Kwiaciarnię mam półtora roku, ale w branży pracuję od 21 lat.

Po dawnej kwiaciarni przejęłaś nie tylko miejsce, ale też pracownicę. Rozmawialiśmy z nią przez chwilę i powiedziała nam, że macie tu teraz duży ruch, ale wcześniej tak nie było. Jak to jest możliwe?

Były właściciel po prostu nie miał czasu. Prowadził ten biznes z zamiłowania do kwiatów, robił przepiękne wiązanki ślubne i dekoracje, naprawdę piękne rzeczy. Kwiaciarnia nie była jego jedynym biznesem, był bardzo zajęty. Niestety w ostatnim roku działalności zatrudnił słabą florystkę i ta mu troszkę opinię zepsuła. Ostatecznie zdecydował, że zamyka. Nie chciał jednak swojego czternastoletniego „dziecka” oddać w obce ręce. Zaproponował mi przejęcie dlatego, że znamy się od wielu lat i miał pewność, że kwiaciarnia idzie w dobre ręce.

Miejsce, w którym jesteś to podwarszawska gmina. Daje to możliwość pozyskania klientów „przejazdowych”. Można się tu zatrzymać, jest parking, łatwy dostęp, możliwość łatwego zapakowania kwiatów. Daje to także możliwość łatwego przewożenia dekoracji samochodem. Czy realizujesz także zlecenia ślubne?

Otworzyłam kwiaciarnię tuż przed pandemią, więc śluby niekoniecznie. Ale w tym roku już mam zlecenia na dekoracje ślubne i wiązanki. W maju realizowałam też zlecenia komunijne. Wszystkie kościoły były moje 🙂

Kwiaciarnie borykają się z problemem strat. Dziesięć, piętnaście, a nawet dwadzieścia procent zakupionego towaru bywa wyrzucane. Czasami jest to towar źle kupiony, czasami niewłaściwie potraktowany w kwiaciarni. Dużo kupujesz, często jeździsz na giełdę. Jak sobie z tym problemem radzisz?

Nie dopuszczam do tego, żeby mieć straty. Mam klientki, które lubią mieć kwiaty w domu, a nie zawsze je na to stać. Więc im wyprzedaję, ale one wiedzą, że ten towar będzie krótko stał. Podobnie jest z kwiatami doniczkowymi. Mam koleżanki, które bardzo chętnie za grosze ode mnie kupią te rośliny, które już przekwitają, albo gorzej się prezentują. One są zadowolone i ja jestem zadowolona, bo nie mam strat.

Jak widzisz przyszłość w tej kwiaciarni?

Ja widzę emeryturę w tej kwiaciarni 🙂 Choć nie wiem czy tylko w tym miejscu. Na pewno tutaj, ale też może w drugim miejscu. Namawiają mnie żebym otworzyła kwiaciarnię w Warszawie. Ale do tego trzeba pracowników, których nie ma. Pieniądze zawsze się da zorganizować, ale nie ma ludzi do pracy. Po prostu nie ma. Jest problem z ludźmi o odpowiednich kwalifikacjach.

A ile może zarobić w twojej kwiaciarni florysta, którego chciałabyś zatrudnić?

Mogę wam powiedzieć ile zarabia moja pracownica, Edyta. Zarabia 25 złotych na godzinę do ręki.

Jakie wymagania musi spełnić? Za co ją cenisz?

Cenię ją za to, że jest całkowitym przeciwieństwem mnie. Jest cicha, spokojna potrafi mnie wyciszyć w momentach mojego szaleństwa, przy czym potrafi się dostosować do sytuacji. Zanim przyszła do pracy powiedziała, że będzie przychodziła kilka razy, aż się nauczy tego co ja bym chciała. Czyli pracy w moim stylu, żebym mogła ją zostawić po prostu samą i wyjechać przypuśćmy na miesiąc, a ona wszystko ogarnie. Za to ją cenię. Poza tym bardzo mi się podoba to co ona robi, ma talent. Lubi naturę, więc nie robi pstrokacizny, a wszystkie jej prace są bardzo fajne, stonowane. Rozwija się, podgląda to co ja robię. Jak sama powiedziała, kiedyś w pracy nie było co robić i była wiecznie zmęczona, a tu wiecznie coś robi i jest przeszczęśliwa. I jeszcze potrafi o północy książki czytać, co jest dla mnie w ogóle ewenementem.

Pracownik, który jest zafascynowany swoją pracą, a oprócz tego jest odpowiedzialny i dyspozycyjny to prawdziwy skarb.

Najlepsze jest to, że ona się mnie zapytała: czy ciebie będzie stać na mnie? Bo ja muszę mieć cały etat, jestem niedaleko przed emeryturą, muszę mieć pełny ZUS i zarabiać tyle i tyle. Czy ciebie będzie na to stać? Edyta jest człowiekiem z dobrym serduchem, który o wszystkich się martwi. Był to jeden z powodów, dla których ją zatrudniłam. Powiedziałam: Edyta, Ty się o moje finanse nie martw. Damy radę. Jak będziemy we dwie, to na pewno będzie więcej pracy i rzeczywiście tak jest. Zatrudniłam pracownika żeby mieć sporo wolnego czasu, a im większe siły przerobowe tym więcej pracy.

Czy Twoim zdaniem zatrudnienie pracowników to jest warunek konieczny do rozwoju tego rodzaju firmy?

Jak najbardziej. Na przykład duże dekoracje ślubne sali czy kościoła czy cokolwiek innego – nie byłabym w stanie przyjąć takich zleceń, nie miałabym czasu żeby to zrobić. Na razie, w przypadku większych zleceń mogę zadzwonić do moich branżowych koleżanek, które bardzo chętnie pomogą.

Co byś doradziła początkującym florystom, którzy nas czytają?

Przez 20 lat marzyłam o własnej kwiaciarni, ale nie miałam odwagi. W końcu zaryzykowałam i jest sukces. Co bym doradziła z perspektywy 21-letniej praktyki? Wiedza i umiejętności są potrzebne w zawodzie florysty. Przede wszystkim jednak trzeba to kochać.

Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję.

Janusz Błaszczyk i Katarzyna Kowieska przed kwiaciarnią „Kwiaty Kateriny”
O autorze

Forum Kwiatowe

Dostarczamy treści dla florystów, właścicieli kwiaciarń i freelancerów. Masz coś do powiedzenia o florystyce i chcesz się tym podzielić z innymi miłośnikami kwiatów? Dowiedz się jak dołączyć do grona autorów. O autorach forumkwiatowe.pl